Warzecha: Kandyduje Duda. Tylko który?

opublikowano: 20 stycznia 2015
Warzecha: Kandyduje Duda. Tylko który? lupa lupa
fot. M. Czutko

Na wypromowanie tego konkretnego zostało pięć miesięcy.

10 grudnia 2014 r. W Warszawie w Sali Kongresowej trwa wielka polityczna feta: kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda prezentuje swój program i sztab.

Widowisko jest perfekcyjnie zrealizowane wizualnie i drobiazgowo wyreżyserowane. Na sali mnóstwo młodych ludzi. Świetnie prezentujący się Duda przedstawia swój sztab oraz coś w rodzaju gabinetu cieni – grupę doradców, obejmujących szeroki zestaw ludzi, od Ryszarda Bugaja po Andrzeja Sadowskiego i od Jadwigi Staniszkis po Ryszarda Legutkę.

Część doradców ma kształtować ideową stronę przekazu (a może także nadawać kandydaturze intelektualny sznyt), część będzie w czasie kampanii odpowiadać za bardzo konkretne zagadnienia i w razie potrzeby odpowiadać na pytania dziennikarzy.

Duda przedstawia również swój prezydencki program, ujęty w pięć podstawowych punktów, mieszczących się w ramach kompetencji prezydenta RP. Punkty są jasne i klarowne. Dla mediów przygotowano dwustronicowy brief, pokazujący, w jaki sposób mogą być realizowane poszczególne elementy programu Dudy, zaś cały program został zawarty w lapidarnej formie w niewielkiej, atrakcyjnej graficznie książeczce. Wszyscy uczestnicy konwencji dostali pen drive’y ze wszystkimi dokumentami i krótki filmami, na których Duda opowiada o swoich pomysłach.

Jednocześnie została uruchomiona strona internetowa kandydata, na której można znaleźć jego program, informacje o wszystkich członkach sztabu i rady oraz – co niezmiernie ważne – za pomocą wtyczek mediów społecznościowych można było zgłosić swój akces do lokalnych sztabów, aby wziąć udział w kampanii. Pod spodem widniała informacja, że sztaby mają obowiązek odpowiadać na zgłoszenia w ciągu 48 godzin, a jeśli takiej odpowiedzi nie będzie, chętny może interweniować w sztabie głównym, który obiecał zająć się każdą taką sprawą. W ten sposób Andrzej Duda postanowił choćby częściowo naprawić to, co zepsuto, zaprzepaszczając potencjał Ruchu im. Lecha Kaczyńskiego. Ludzie, zgromadzeni wokół kampanii kandydata PiS, mogą potem pracować przy kampanii parlamentarnej.

Pamiętają Państwo tę imprezę? Nie? Ja też jej nie pamiętam. Może dlatego, że jej nie było. Może dlatego, że musiały minąć dwa miesiące, zanim Andrzej Duda pokazał, z kim ma prowadzić kampanię. Programu nie ogłosił do tej pory. Wielkiej inauguracyjnej imprezy w amerykańskim stylu także jak dotąd nie było. Do wyborów prezydenckich pozostało pięć miesięcy. Znaczna część wyborców słysząc nazwisko „Duda” myśli zapewne o Piotrze Dudzie, przewodniczącym „Solidarności”. Nic dziwnego – jego rozpoznawalność może być większa niż rozpoznawalność kandydata PiS.

Kiedy pisałem jakiś czas temu, że Andrzej Duda kandydatem jest bardzo dobrym, ale nie ma szans w starciu z Bronisławem Komorowskim, napadali mnie twardzi sympatycy PiS, pisząc, że sieję defetyzm. Ciekawe, czy nadal tak uważają i jakie dziś dają szanse kandydatowi PiS.

Jakiś czas temu Marcin Fijołek pytał na naszym portalu „Gdzie jest Andrzej Duda?”. Dziś to pytanie trzeba powtórzyć, ale o wiele głośniej. Tu już nie chodzi o sam kształt kampanii – czy ma być bardzo spokojna czy bardziej asertywna; czy ma jednoczyć twardy elektorat czy też przyciągać bardziej umiarkowanych wyborców – ale o to, żeby kampania w ogóle była. Owszem, Andrzej Duda jeździ po Polsce, zaczął się tu i tam pojawiać, ale to wciąż o wiele za mało. Szczególnie w sytuacji, gdy w polityce funkcjonuje drugi Duda. Brzmi to może mało poważnie, ale to są realia politycznego marketingu i jak najbardziej konkretny problem. Wyborcom na bieżąco śledzącym sprawy publiczne pomieszanie dwóch panów może się wydawać absurdem, ale proszę spojrzeć, ile głosów zbierali przy różnych okazjach kandydaci, którzy ze znanymi osobami publicznymi nie mili nic wspólnego poza nazwiskiem (i ewentualnie pokrewieństwem).

Na wypromowanie tego konkretnego Dudy, Andrzeja Dudy, jego programu, jego poglądów, jego twarzy jest pięć miesięcy. Pięć miesięcy, podczas których jego główny kontrkandydat będzie dosłownie wszędzie. Tymczasem na razie wygląda na to, że kampania kandydata PiS zapadła w sen zimowy, a intensywnością ustępuje momentami obronie przez polityków PiS kandydatury Magdaleny Ogórek.

Wewnątrz PiS przeważa realistyczna kalkulacja, że Andrzej Duda szans na zwycięstwo raczej nie ma, ale mógłby mieć szansę na bardzo przyzwoity wynik w II turze. A to daje dobry punkt odbicia do wyborów parlamentarnych. Poza tym istnieje żelazna zasada, że niezależnie od kalkulacji szans na zwycięstwo, każdą kampanię należy prowadzić tak, jakby się w nie wierzyło. Mam nadzieję, że Andrzej Duda w swoje zwycięstwo wierzy, ale tej wiary, potrzebnej energii i profesjonalizmu jakoś na razie nie widać. Tymczasem tempus fugit.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła