Warzecha: Kto ma więcej szabel

opublikowano: 11 grudnia 2015
Warzecha: Kto ma więcej szabel
fot. PAP/Paweł Supernak

W sporze o Trybunał Konstytucyjny strony przerzucają się od wielu już dni argumentami prawnymi. Przy każdej kolejnej salwie zwolennicy jednej lub drugiej armii z tryumfem ogłaszają, że zadali właśnie nokautujący cios. Nie inaczej jest przy okazji odmowy publikacji orzeczenia TK.

Szeroka publiczność nic już oczywiście z tego nie rozumie, ale że opinie i ekspertyzy brzmią mądrze, więc zawsze można je z satysfakcją podsunąć pod nos przeciwnikowi.

W istocie jednak cały ten prawny sztafaż nie ma znaczenia. Spór rozgrywa się na samym szczycie hierarchii ustrojowej, w sferze wcześniej nie eksplorowanej, a zasadza się w ogromnej części na interpretacjach prawa, a nie literalnym odczytywaniu przepisów (by wspomnieć tylko spór wokół znaczenia słowa „niezwłocznie”). Tak naprawdę mamy do czynienia z walką czysto polityczną, w której każdy z protagonistów ma własnych producentów prawnej amunicji. Na opinię jednego konstytucjonalisty zawsze znajdzie się odpowiedź w postaci odmiennej opinii innego konstytucjonalisty.

Przypomina to ogromnie schyłkowe czasy demokracji szlacheckiej w wieku XVIII, po wojnie północnej, gdy Rzeczpospolita była już faktycznie uzależniona od zewnętrznej protekcji, a w kraju kwitła anarchia. W przypadku sporów każdy miał plik pism na poparcie swoich racji, ale i tak wiadomo było, że rację będzie miał ostatecznie ten, kto ma za sobą więcej szabel. Tak samo jak wówczas, tak i teraz nie chodzi o to, aby przestrzegać prawa. Nie ma to wszystko nic wspólnego z obroną litery ustawy zasadniczej – ani po jednej, ani po drugiej stronie.

Cały felieton Łukasza Warzechy do przeczytania na portalu wPolityce.pl.



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła