Wildstein we „wSieci”: Smoleńsk beczką prochu

opublikowano: 10 kwietnia 2015
Wildstein we „wSieci”: Smoleńsk beczką prochu
fot. PAP/Marcin Obara

Stanu dekompozycji samolotu nie sposób wyjaśnić niczym innym niż serią wybuchów w powietrzu.

Platforma Obywatelska przeciwstawiła się umiędzynarodowieniu śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Zwykle tak entuzjastyczna dla UE uniemożliwiła wykorzystanie jej instytucji do zbadania największej polskiej tragedii ostatniego półwiecza. Zachowanie to teoretycznie powinno spowodować wstrząs. Nie wywołało żadnej poważnej reakcji – pisze Bronisław Wildstein w najnowszym wydaniu tygodnika „wSieci”.

Nieuprzedzonemu obserwatorowi musiałoby się to wydawać zdumiewające. Nie sposób obecnie zamykać oczu na imperialny i zbrodniczy charakter reżimu Putina. Moskwa łamie wszelkie normy w śledztwie dotyczącym Smoleńska. Po pięciu latach nie mamy w rękach dowodów, które są niekwestionowaną własnością Polski, tak jak był nią rozbity samolot: od czarnych skrzynek począwszy, na wraku skończywszy. Ich traktowanie jest skandalem: kadłub maszyny był sukcesywnie niszczony, jego resztki pozostawiono bez żadnej ochrony, dziś pozostała jedynie ich część

przypomina Wildstein.

Okazję do przełamania rosyjskiego oporu przed wiarygodnym śledztwem w sprawie smoleńskiej tragedii mieliśmy zaraz po katastrofie:

Jedyną szansą na przełamanie tego było umiędzynarodowienie śledztwa. A władze polskie, nie przedstawiając żadnych po temu uzasadnień, blokują działania w tym kierunku. Czy potrzebny jest inny dowód nieczystego sumienia z ich strony? Dlaczego nie wywołuje to burzy w Polsce?

- pisze autor.

 Dziś pewne jest już to, że jedyną zmianę odkrywaniu prawdy nt. tego, co zdarzyło się w Smoleńsku przynieść mogą wybory:

Rewizja podejścia do Smoleńska może być efektem wyłącznie przekształceń na  politycznej scenie, wprawdzie kolejne odkrycia mogą na nie wpłynąć, nie będą jednak miały mocy sprawczej

czytamy.

Obecnie mamy w rękach dowody, które unieważniają oficjalną wersję i wskazują na to, że stanu dekompozycji samolotu i charakteru jego upadku nie sposób wyjaśnić niczym innym niż serią wybuchów w powietrzu. Zainteresowanych odsyłam do dostępnych w Internecie materiałów Konferencji Smoleńskiej. Problem w tym, że wersja władz była nie do utrzymania już bezpośrednio po Tragedii

– pisze autor.

Rzeczywistość nieustannie zakłamują media należące do tzw. „mainstreamu”, to w nich:

Powtarzano o trzykrotnych próbach podejścia do lądowania, cytowano wypowiedzi pilotów, które nie miały miejsca, przytaczano fakty, które się nie zdarzyły. Dominujące media prześcigały się w nie, nie próbie wyświetlenia katastrofy, ale poszukiwaniu winy pilotów i prezydenta. Prym wiodły „Gazeta Wyborcza” i TVN. Kiedy się okazywało, że kolejne rewelacje, które miały udowadniać winę prezydenta, są fałszywe, media nie przepraszały, lecz prezentowały następne, równie nieprawdziwe. W tej sprawie odsłoniły się one jako bezwzględne ośrodki propagandy. Rzecz w tym, że ogromna większość Polaków skazana jest na „informacje” z ich strony

- pisze Bronisław Wildstein.

 Więcej o winach i błędach polskich polityków, które położyły się cieniem na smoleńskiej tragedii, pisze Bronisław Wildstein w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, w sprzedaży od 7 kwietnia br. Tygodnik dostępny jest teraz także w formie e-wydania na tablety i smartfony w AppStore i Google Play. Wystarczy pobrać bezpłatną aplikację wSieci, działającą na platformach iOS i Android. Szczegóły także na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła