"wSieci": Le Pen u bram

opublikowano: 24 marca 2017
"wSieci": Le Pen u bram lupa lupa

Aleksandra Rybińska o nadchodzących wyborach we Francji.

Kandydatka Frontu Narodowego prowadzi w sondażach w niemal wszystkich regionach Francji, z wyjątkiem Île-de-France, Bretanii i Kraju Loary. W 2012 r. zgarnęła 18 proc. głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich, tym razem może liczyć na prawie 27 proc. Ale dziś nikt nie jest w stanie przewidzieć, kto obejmie urząd po odchodzącym prezydencie Hollandzie – pisze w najnowszym numerze tygodnika „wSieci” Aleksandra Rybińska.

Dziennikarka w artykule wyjaśnia nieustanny wzrost poparcia kandydatki na prezydenta Francji i przybliża motywację ludzi, którzy decydują się na nią głosować.

Denain na północy Francji. Region Pas-de-Calais. 20 tys. mieszkańców. Niegdyś miasto słynęło z przemysłu metalurgicznego. Fabryki dawno zamknięto. Dziś to jedna z najbiedniejszych gmin w kraju. Bezrobocie wynosi 30 proc., prawie 40 proc. ludzi żyje na skraju ubóstwa. Kto może, stąd ucieka, większość kamienic w mieście jest na sprzedaż. André, 43-letni były pracownik odlewni stali, zbiera puste butelki i puszki, by przeżyć. „Dostałem 67 centymów za puszki, to prawie starczy na bagietkę” – mówi w rozmowie z francuskim dziennikiem „Le Parisien”. 51-letni Olivier wspomina: „Kiedyś tętniło tu życie. Dyskoteki, bale. Teraz to martwe miasto”. Były kierowca tira od siedmiu lat jest bezrobotny. 500 euro zasiłku ledwo starcza mu na życie. „Po zapłaceniu rachunków zostaje mi ok. 100 euro. Na szczęście mam mały ogród” – mówi. Efekt globalizacji Gmina od lat jest rządzona na zmianę przez komunistów i socjalistów. „Coś tam próbują robić, ale to nie wystarczy. Wszyscy składają obietnice bez pokrycia” – przekonuje André. Dlatego w nadchodzących wyborach prezydenckich zamierza głosować na Marine Le Pen. Jak wielu innych mieszkańców gminy. Na zdezindustrializowanej i zubożałej północy, gdzie niegdyś kwitły huty i kopalnie, kandydatka Frontu Narodowego ma nawet 40 proc. poparcia – pisze Rybińska

Północna Francja od lat zmaga się z biedą i bezrobociem, w niektórych miastach granica ubóstwa sięga nawet 45 proc. Mieszkańcy winą obarczają elity i postępującą globalizację. Nadzieją dla Francuzów ma być właśnie Le Pen, która przewróci przysłowiowy stolik.

Kandydatka Frontu Narodowego prowadzi w sondażach zresztą w niemal wszystkich regionach Francji, z wyjątkiem Île-de-France, Bretanii i Kraju Loary. W 2012 r. zgarnęła 18 proc. głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich, tym razem może liczyć na 27 proc. W miesiąc poparcie dla liderki Frontu Narodowego skoczyło o 5–7 pkt proc., do niemal połowy elektoratu. Na południu kraju, w regionie Prowansja–Alpy–Lazurowe Wybrzeże, Front Narodowy jest obecny od końca lat 80. Od wyborów regionalnych w 2014 r. rządzi tu w 11 miastach, m.in. we Fréjus i w Béziers. Zarządza też siódmą dzielnicą Marsylii, miasta borykającego się z masową imigracją i wojną gangów. FN rośnie w siłę także na tradycyjnych terenach lewicy. W dawnych centrach przemysłowych na wschodzie, gdzie brakuje dziś pracy, w dużych aglomeracjach w centrum, gdzie nieudana integracja muzułmanów staje się coraz większym problemem, oraz w Żyrondzie, na południowym zachodzie, gdzie produkowana jest większość francuskich win. Tu konkurencja z Australii, Chile, Kalifornii daje się coraz bardziej we znaki. Wiele winnic zbankrutowało, inne zostały sprzedane – przekonuje dziennikarka.


Więcej o przedwyborczej atmosferze we Francji i szansach kandydatki Frontu Narodowego w najnowszym numerze tygodnika „wSieci”, dostępnym w sprzedaży od 20 marca, także w formie e-wydania na http://www.wsieci.pl/e-wydanie.html.

Zapraszamy też do subskrypcji tygodnika w Sieci Przyjaciół – www.siecprzyjaciol.pl.



Zobacz także: "Sieci": Wybory prezesa


 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła