"wSieci": Skarby piwnego zamku

opublikowano: 18 kwietnia 2017
"wSieci": Skarby piwnego zamku lupa lupa
Zamek należy obecnie do Browaru Namysłów Fot. Bartek Sadowski

Pierwsze piwo sportowe, Krzyżacy i wielkie kolekcje dzieł sztuki. Historycy odkrywają nieznane karty z dziejów Namysłowa. 

 

Namysłów leży zaledwie sześćdziesiąt kilometrów na wschód od Wrocławia i niemalże tyle samo na północny zachód od Opola. Gdyby spojrzeć na miasto z lotu ptaka, to jego kształt skojarzy się z okrętem, na którego dziobie stoi potężny zamek. Jego najstarsze mury pamiętają XIV wiek, wcześniej w tym miejscu stał niewielki drewniany gród. Okazuje się, że nawet już tamte, bardzo odległe czasy, intrygują historyków.

Kto wiedział, że… byli tu Krzyżacy?

Rzadko kto zdaje sobie też sprawę, że zanim Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków do Polski, książę wrocławski Henryk I Brodaty już w 1222 roku, po powrocie z wyprawy krzyżowej do Prus, nadał zakonowi dobra właśnie w okolicy Namysłowa – mówi dr Dariusz Woźnicki z Instytutu Kultury Rycerskiej, który bada dzieje tego terenu.

Osadnictwem na ziemi namysłowskiej zajmował się Hermann von Balk, postać nie byle jaka, późniejszy pruski Mistrz Krajowy. Nie wiadomo dokładnie, ilu braci dotarło na Śląsk. Na ziemi namysłowskiej zostali dwadzieścia siedem lat i prawdopodobnie to Henryk Brodaty polecił ich Konradowi Mazowieckiemu. Krzyżacy powrócili do Namysłowa po pięciu wiekach. W 1703 roku Zakon Szpitala Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie zakupił namysłowski zamek wraz z okolicznymi wsiami. Choć w tym czasie bracia nie toczyli już wojen, na Śląsku wprowadzali swoje rządy twardą ręką. Nie ogniem i mieczem, a z pomocą twardej ekonomii. Szczególnie atrakcyjny był dla nich świetnie prosperujący browar, od wieków integralna część warownego kompleksu. Rycerze w habitach zaczęli w nim własną produkcję piwa, nakazując równocześnie, aby na należących do nich terenach pić wyłącznie ich produkty. Krzyżacką maszynkę do robienia pieniędzy napędzał również przywilej, dzięki któremu rycerze pobierali cło od piwa, bydła i wozów, które przejeżdżały przez tereny zakonu. O wadze namysłowskiej „komórki” świadczy to, że tutejsza komendantura została podporządkowana bezpośrednio Wielkiemu Mistrzowi Zakonu.

Wielu osobom trudno w to uwierzyć, że Krzyżacy mieli zamek na Śląsku jeszcze w początkach XIX wieku! – mówi dr Woźnicki.

Odeszli dopiero w 1810 roku, po sekularyzacji dóbr zakonnych. Jedynie ich komtur postanowił zostać w okolicach Namysłowa. Jako że miał już w mieście dziecko, teraz, już w cywilu, zapragnął się ożenić i spokojnie żyć dalej.

Kto wiedział, że… Kazimierz Wielki pił tu piwo?

Płaszcze z czarnymi krzyżami zniknęły z namysłowskiego krajobrazu, ale tradycja browarnicza nie umarła. Jak by nie patrzeć na historię miasta, to zawsze była związana z zamkiem, a zamek z piwem. Tradycja chce, żeby w 1348 roku na dziedzińcu, jeszcze wtedy drewnianego zamku, spotkali się Kazimierz Wielki i Karol IV Luksemburski. Królowie zjechali z całą świtą w listopadzie, żeby zakończyć trwającą od trzech lat wojnę. Kroniki wspominają, że każdy gość był w Namysłowie witany przede wszystkim piwem, a dopiero potem winem, chlebem, owsem oraz mięsem. Jako że szły już chłody, władcy doświadczali tej rozgrzewającej gościnności w dwójnasób. Stuknięcie szklanicami miało przypieczętować układ, znany w historii jako Pokój Namysłowski. Od tej pory miasto przeszło pod panowanie Luksemburczyka, ten zaś z rozmachem zabrał się za rozbudowę murów obronnych oraz wznoszenie kamiennej warowni.

Przez wieki namysłowski zamek zmieniał swój wygląd. Krzyżacy, którym wyjątkowo dobrze szły interesy w tym regionie, dobudowali do niego potężne skrzydło. Takim zastała zamek rodzina Haselbachów, piwowarów z Bawarii. Do Namysłowa przybyli osiemdziesiąt lat po odejściu zakonu, żeby zacząć tu nowe życie. Najbardziej znanym członkiem rodziny był Albrecht Haselbach. On właśnie postanowił przywrócić nowej rodzinnej siedzibie jej rycerski charakter. Za sprawą Albrechta we wnętrzach warowni pojawił się fresk, na którym Jan Luksemburski wraz ze swoim dworem przybywa do Namysłowa. Haselbach kochał historię, miał również artystyczną duszę, usiłował łączyć swoje zainteresowania z codzienną pracą. W ten sposób udało mu się zdobyć dla Namysłowa kolejne dwa rekordy.

Kto wiedział, że… piwo z Namysłowa poleciało w Himalaje?

Albrecht Haselbach odziedziczył rodzinny majątek w 1937 roku i od tej pory mógł już całkowicie samodzielnie dysponować pieniędzmi.

Choć rodzinne przedsiębiorstwo przynosiło ogromne dochody i tak za swój największy dotychczasowy sukces Albrecht uważał skomponowanie operetki, która z sukcesem wystawiana była na scenach Berlina. Browarnik nie mógł jednak przewidzieć, że zupełnie inne dzieło zapewni mu miejsce w historii. Otóż w 1929 roku złożył do niemieckiego Urzędu Patentowego wniosek na „proces przygotowania piwa niskoalkoholowego”. Nowe piwo otrzymało nazwę „Sportbier”, czyli Piwo Sportowe. Rok później zostało opatentowane w Stanach Zjednoczonych, następnie w Wielkiej Brytanii i w końcu, w 1932 roku, w Polsce. Haselbachowie musieli mieć szerokie znajomości, skoro niemal przez pół Europy przetoczyła się fala komplementów dotyczących smaku i walorów nowego piwa. Jeszcze w trakcie prac nad Sportbier z Haselbachem skontaktował się Günter Oskar Dyhrenfurth, urodzony we Wrocławiu, uznany już wtedy, alpinista. Do Namysłowa przywiózł swoje marzenia, a Albrecht, drugi marzyciel, bez wahania dał się im uwieść. Dyhrenfurth, przy aktywnym udziale żony, organizował Międzynarodową Ekspedycję Himalajską, której celem był niezdobyty szczyt Kanczendzongi. Podobnie, jak i dzisiaj, takie przedsięwzięcie wymagało nie tylko bogatych sponsorów, sponsorzy musieli także umieć patrzeć w przyszłość. Wsparcie wyprawy okazało się strzałem w dziesiątkę. Ekspedycja Dyhrenfurtha była pierwszą w historii wyprawą, która od początku do końca została sfilmowana. „Himatschal. Tron bogów” – obraz, który powstał w jej trakcie – wprawiał w podziw widzów w całej Europie. Oglądając himalajskie krajobrazy, zapamiętywali nie tylko logo namysłowskiego browaru, obecne w czasie całego filmu, w pamięć zapadała im również nazwa miejscowości z ogromnym zamkiem.

Kto wiedział, że… powstała tu słynna kolekcja?

Dr Dariusz Woźnicki z Instytutu Kultury Rycerskiej nie ma wątpliwości, że chociaż Albrecht Haselbach miał biznesowe zacięcie, to przede wszystkim skupiał się na swoim zamiłowaniu do sztuki i podróży. Zamek w Namysłowie zamienił w rycerską siedzibę, kolekcjonował zabytkowe meble i obrazy, pasją zaraził żonę, która zbierała porcelanę z widokami regionu. Perłą ich zbiorów stała się największa, jaka kiedykolwiek istniała, kolekcja przedstawień Śląska. Zgromadzona została w komnatach namysłowskiego zamku. Browarnik skupował grafiki, weduty, miedzioryty i litografie z widokami miast i krajobrazami. Szczególnym sentymentem darzył dzieła Wernera, XVIII- iecznego awanturnika, rysownika i miłośnika piwa, który 150 lat przed Haselbachem odwiedził i naniósł na papier najpiękniejsze budowle Namysłowa.

Haselbach w krótkim czasie został właścicielem najbardziej reprezentatywnego zbioru grafiki topograficznej dotyczącej Śląska. Był to również największy zbiór na świecie, ponad cztery tysiące zabytków, od XV do XIX wieku! Gdyby nie Haselbach, prawdopodobnie nie wiedzielibyśmy tyle o miastach tego rejonu – mówi dr Woźnicki. – Najważniejsze fragmenty tej kolekcji można dzisiaj oglądać w Galerii Wschodnioniemieckiej w Ratyzbonie oraz Muzeum Śląskim w Görlitz. Trudno sobie wyobrazić, czego nie wiedzielibyśmy o Śląsku, gdyby nie przetrwały. One, podobnie jak wszystko, co działo się w Namysłowie, mogły zostać zebrane dzięki ulubionemu napojowi większości mężczyzn. Jak widać, nawet historia lubi piwo
 

Joanna Lamparska,  podróżniczka, dziennikarka, autorka książek o tajemnicach historii



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła