Zamiast atakować Macierewicza i Seremeta prezydent Komorowski powinien wydać białą księgę z aneksem do raportu o WSI

opublikowano: 17 stycznia 2014

15 stycznia 2014 r. w wywiadzie dla TVN 24 prezydent Komorowski zaatakował byłego likwidatora WSI Antoniego Macierewicza oraz prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. Sens tego ataku sprowadza się do tego, co zawiera raport o rozwiązaniu WSI (opublikowany w lutym 2007 r.) oraz aneks do tego raportu (przekazany prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w listopadzie 2007 r. i nigdy nie opublikowany).

Prezydentowi Komorowskiemu nie podoba się, że Antoni Macierewicz nie ponosi karnej odpowiedzialności za przygotowanie obu dokumentów, a prokuratura podległa Andrzejowi Seremetowi umarza sprawy przeciwko Macierewiczowi.
Raport znamy, ale zawartości aneksu możemy się tylko domyślać. Musi być ona „wybuchowa” sądząc po skutkach, jakie wywołuje i po reakcji prezydenta Komorowskiego. Aneks leży gdzieś w sejfie jako dokument najwyższej tajności. Jesienią 2007 r. Bronisław Komorowski bardzo zabiegał o to, by go przeczytać, nawet łamiąc prawo. W zeznaniach złożonych 24 lipca 2008 r. w prokuraturze (akta PR-IV-X-Ds. 26/07), ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski potwierdza, że wysoki oficer WSI składał mu propozycję zapoznania się z tajnym aneksem. Może nadszedł czas, żeby prezydent upublicznił ten dokument w formie białej księgi. Jeśli są w aneksie informacje, które należałoby utajnić, niech tak się stanie. Ale wszystko inne mogłoby się stać dostępne dla opinii publicznej. Skończyłyby się wtedy domysły, oszczerstwa i spekulacje i dowiedzielibyśmy się, co w aneksie do raportu tak wścieka prezydenta Komorowskiego.
Dowiedzielibyśmy się też zapewne, dlaczego zeznając w prokuraturze Bronisław Komorowski „zapomniał” ją poinformować, że w sprawie aneksu odbył na początku listopada 2007 r. tajne spotkanie z szefem ABW Krzysztofem Bondarykiem, z p.o. szefa SKW Grzegorzem Reszką, wiceszefem sejmowej komisji ds. służb specjalnych Pawłem Grasiem i z negatywnie zweryfikowanym oficerem WSI płk. Leszkiem Tobiaszem. Dowiedzielibyśmy się, co takiego na tym spotkaniu ustalono, że niedługo po nim zaczęły się zatrzymania niektórych członków komisji weryfikującej funkcjonariuszy WSI oraz przeszukania w ich domach, a potem ich inwigilacja.
Może udałoby się ustalić, co łączyło marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego z wysokimi oficerami WSI, także tymi szkolonymi w Moskwie w czasach ZSRR i inwigilowanymi przez ABW pod kątem ich kontaktów z tajnymi służbami Rosji.
Niech prezydent Komorowski wyda białą księgę z aneksem do raportu, żeby przeciąć spekulacje, iż boi się ujawnienia jego zawartości. Sam wielokrotnie publicznie przyznawał przecież, że wiedział, iż jest jednym z „bohaterów” aneksu. Choćby z tego powodu, że był wiceministrem obrony w rządach Tadeusza Mazowieckiego., Jana Krzysztofa Bieleckiego oraz Hanny Suchockiej i ministrem w rządzie Jerzego Buzka. I za czasów jego urzędowania w MON, wokół resortu oraz w wojskowych tajnych służbach działy się rzeczy, o których „nie śniło się filozofom”.
Gdyby prezydent opublikował aneks w formie białej księgi, może udałoby się rozwiać spekulacje na temat tego, jak na początku lat 90. stracił 260 tys. niemieckich marek inwestując je w piramidę finansową i czy wojskowe służby pomogły mu te pieniądze odzyskać.
Rozwiałyby się też zapewne spekulacje, skąd Bronisław Komorowski miał wówczas tyle pieniędzy. Gdyby ukazała się biała księga, może dałoby się wyjaśnić, na jakiej podstawie MON użyczył firmie sprzedającej w Polsce mercedesy budynek przy Krakowskim Przedmieściu, co w tym przedsięwzięciu robił pewien zaprzyjaźniony z obecnym prezydentem generał i jaki to wszystko miało związek z popieraną przez Komorowskiego fundacją Pro Civili, obracającą setkami milionów złotych. Może udałoby się wyjaśnić, na jakiej podstawie MON, w którym Komorowski był wiceministrem robił interesy z dilerem Fiata i po co ministerstwu były malutkie auta tej firmy.
Jeśli opublikowano by białą księgę, może dałoby się wyjaśnić, jakie związki ma obecny prezydent z udostępnieniem budynków Wojskowej Akademii Technicznej prywatnej Szkole Wyższej Warszawskiej, opanowanej przez oficerów WSI. Jest szansa, że wyjaśniłaby się też rola obecnego prezydenta w oskarżeniu o korupcję przy wojskowych przetargach wiceministra MON Romualda Szeremietiewa (uniewinnionego po kilkunastu latach), w wyrzuceniu szefa Departamentu Zaopatrzenia Sił Zbrojnych i zastąpieniu go oficerem szkolonym w ZSRR oraz o kulisach szybkiego rozstrzygnięcia krótko potem przetargów wartych prawie 2 mld zł. Może udałoby się też rozwiać wątpliwości co do roli Bronisława Komorowskiego w transakcji zakupu w Hiszpanii wojskowych samolotów transportowych CASA. Pewnie udałoby się też przeciąć spekulacje wokół afer w Agencji Mienia Wojskowego.
Biała księga pozwoliłaby zapewne wyjaśnić, jakie były związki Bronisława Komorowskiego z tymi oficerami WSI, którzy proponowali mu dotarcie do aneksu, z pośrednikami w tej sprawie, z tymi dawnymi funkcjonariuszami, którzy potem twierdzili, że pomagali mu w politycznej karierze, czego finałem była prezydentura. Udałoby się też pewnie przeciąć spekulacje, że wielu znajomych obecnego prezydenta z kręgów wojska i WSI miało zbyt bliskie związki ze służbami ZSRR, a potem Rosji, co nawet było przedmiotem działań polskiego kontrwywiadu.
Publikacja białej księgi, nawet z wieloma wyciętymi z ważnych względów fragmentami, oczyściłaby atmosferę i upewniła Polaków, że ich prezydent jest postacią całkowicie transparentną. Wtedy Bronisław Komorowski nie musiałby atakować Antoniego Macierewicza i Andrzeja Seremeta, bo prawda obroniłaby się sama.

Stanisław Janecki



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła