Że też Rosjanie na to wcześniej nie wpadli

opublikowano: 7 kwietnia 2015
Że też Rosjanie na to wcześniej nie wpadli lupa lupa
fot. bilzejpolski.pl

Nie ma rzeczy, która w sprawie katastrofy 10/04 może mnie jeszcze zdziwić. Kto wie, czy któregoś dnia media zbliżone do władzy nie podadzą sensacyjnie, iż według ich zakulisowych informacji, to śp. Lech Kaczyński wpadł wkurzony do kabiny pilotów, wyrwał z rąk Arkadiusza Protasiuka stery i docisnął je, by wylądować w Smoleńsku.

 

Na to, co opublikował dziś RMF FM trzeba więc mimo wszystko patrzeć chłodno, zerknąć na tło tej publikacji i zadać sobie kilka pytań.

Pierwsze brzmi: jak daleko można się posunąć w manipulacjach, by jednocześnie podtrzymać stare rosyjskie tezy, a jednocześnie wykonać robotę wygodną dla obecnej władzy, tym razem akurat przed rocznicą katastrofy, a jednocześnie w środku kampanii wyborczej? Odpowiedź: nie ma takiej granicy.

Wypada więc poruszyć logikę, dodać odrobinę wiedzy i wyciągnąć wnioski.

Jestem w trakcie lektury jednej ze starszych książek Wiktora Suworowa „Akwarium”. Dzisiejsze doniesienia dobrze korespondują z moją aktualną lekturą. Nie trzeba jednak czytać rosyjskiego dysydenta, by wiedzieć, czym dysponują i jak funkcjonują radzieckie/rosyjskie służby specjalne.

Czy mamy uwierzyć, że one nie mają możliwości tak dokładnego odczytu nagrań z czarnej skrzynki samolotu, jakie w swoim domowym studiu posiada niejaki Andrzej Artymowicz? Wyciągnięty z kapelusza „biegły”, bez żadnej pieczątki naukowej, który po czterech latach od katastrofy miał zetrzeć na proch Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji, Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna?

Analizy tych trzech instytucji badających zapisy rejestratora z TU-154M nadają się do śmieci, bo inżynier dźwięku Artymowicz (przypadkiem brat prof. Pawła Artymowicza, jednego z największych krytyków zespołu parlamentarnego i zwolennika oficjalnej wersji przyczyn katastrofy) wciąga je wszystkie nosem?

Mamy uwierzyć, że Rosjanie wcześniej nie byli w stanie sami dokonać odczytów „dowodzących”, że na pokładzie rządowego tupolewa gen. Błasik nie dość, że kazał pilotom podjąć próbę samobójczą, to jeszcze czynił to z „piwkiem” w dłoni? Zwłaszcza, że mają w Sankt Petersburgu jeden z najlepszych na świecie instytutów fonoskopijnych. Okazuje się, że brakowało im takiego speca jak Andrzej Artymowicz i jego wielośladowy magnetofon, by ostatecznie obarczyć winą za katastrofę polskich lotników.

Dziwne, że polscy śledczy i ich biegli przez cztery lata nie zdawali sobie sprawy z istnienia urządzeń wnikliwiej kopiujących nagrania z czarnych skrzynek. I kolejne pytanie – jak zamierzają teraz uwiarygodnić to, co wywołało taką burzę? Czy przekażą najnowsze kopie – jeszcze nie oczyszczone przez Andrzeja Artymowicza – do badańniezależnym naukowcom? Nie wyobrażam sobie, by mogli tego nie zrobić.

A propos alkoholu – jak się ma wrzutka o tym, że ktoś w kabinie popija „piwko” do innych ustaleń biegłych? Według tej samej (!) całościowej opinii, w której skład wchodzi analiza Artymowicza, nie znaleziono ciała pasażera, który byłby pod wpływem alkoholu. Można więc powiedzieć, że ekspertyza, którą od miesiąca dysponuje prokuratura jest wewnętrznie sprzeczna. Więcej – Instytut Ekspertyz Sądowych przeprowadził badania laboratoryjne wielu próbek pobranych z ciał 20 ofiar, które możemy uznać za „funkcyjne” – załogi, funkcjonariuszy BOR, gen. Błasika i kilku innych ważnych pasażerów. Jednoznacznie stwierdzono – wszyscy byli trzeźwi.

Jak to możliwe, że dziennikarze RMF FM dostali do ręki nowe stenogramy i to z mediów bliscy ofiar dowiadują się o ich treści? Pełnomocnik rodzin od miesiąca próbował uzyskać je z prokuratury. Bezskutecznie. Mógł jedynie usiąść w czytelni prokuratury z ołówkiem w ręku i przy asyście pani prokurator poczytać dokument liczący ponad 1000stron, robiąc notatki.

Mec. Piotr Pszczółkowski zwrócił uwagę na jeszcze jeden dziwny zbieg okoliczności. Andrzej Artymowicz pojechał do Moskwy, by wykonać kopię nagrania z rejestratora w lutym 2014 r. Tymczasem w styczniu na blogu niejakiego „soundamatora” opublikowana została notka, w której znajdujemy słowa pojawiające się w dzisiejszym stenogramie. Faktycznie. Chodzi o rewolucyjną zmianę komendy, którą znaliśmy do tej pory jako wypowiedziane przez kpt. Protasiuka „odchodzimy”. Dziś mamy przyjąć, że odzywa się wówczas nie pierwszy, a drugi pilot i wypowiada słowa: „dochodź wolniej”. Właśnie taki zapis „odczytał” soundamator jeszcze przed zgraniem materiału w Moskwie. W jego notkach pojawiały się też inne „odczyty”, które oficjalnie poznaliśmy dziś. Nie sposób więc nie przypuszczać, że ów bloger to Andrzej Artymowicz i nie zapytać, czy nie „odczytał” ze swoich nagrań tego, co miał odczytać.

I jeszcze jedna kwestia – czy w momencie katastrofy w kokpicie była Jolanta Szymanek-Deresz? Jeśli bowiem miał tam być „do końca” gen. Andrzej Błasik, jak wytłumaczyć fakt, że jego ciało znaleziono 17 cm od ciała byłej szefowej kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego?

Kto ma dziś problem? Niestety najbliżsi ofiar – zwłaszcza pani Ewa Błasik, która na nowo przeżywa ten sam koszmar, choć wcześniej prokuratura zapewniała ją, że ostatecznie wykluczyła obecność generała w kokpicie w momencie katastrofy. Również bliscy innych pasażerów, na których cień nacisków rzucają materiały opublikowane przez RMF, a także rodziny pilotów.

Oni wszyscy przez pięć lat zdążyli się przyzwyczaić do najbardziej haniebnych ataków i do tego, że zawsze może pojawić się „coś” jeszcze. Wbrew logice, wbrew wcześniejszym zapewnieniom, nieoficjalnie, wyciągnięte spod prokuratorskiego stołu.

Większy problem mają jednak śledczy. Po pierwsze powinni jakoś wytłumaczyć świństwo, które w przeddzień rocznicy uczyniono rodzinom, serwując im w mediach kolejny festiwal spekulacji. A po drugie – jak mają traktować dotychczasowe analizy za grube miliony (bo o takich kosztach ekspertyz mówimy), na których opierali swoje ustalenia? Skoro niewiarygodny okazuje się odczyt nagrania z czarnej skrzynki poczyniony przez CLKP, to może nie są też wiarygodne inne analizy tej instytucji, np. dotycząca obecności na wraku materiałów wybuchowych (co skądinąd już wiemy…)?

Którym dokumentom zebranym w ponad 600 tomach akt wierzyć, a którym nie? Co tu jest prawdą? Kto jest ekspertem, a kto manipulatorem? A może o to właśnie chodzi, by wszystko zaszumić?

A jeśli szumu okaże się za mało, zawsze można będzie zrobić jeszcze jeden odczyt i wtedy – znów – już na pewno być przekonanym o winie samobójców z kokpitu i ich despotycznych pasażerów.

Tylko wciąż mi się to nie klei z tymi Rosjanami – że też oni na to wcześniej nie wpadli…

 

Marek Pyza



 

Zaloguj się, by uzyskać dostęp do unikatowych treści oraz cotygodniowego newslettera z informacjami na temat najnowszego wydania

Zarejestruj się | Zapomniałem hasła